Jak perz zniszczył świat

Loading

W najlepszej chińskiej restauracji oznaczonej oponą Michelin, półślepy i półgłuchy kucharz przygotowywał wegańską zupę dla grupki wygłodniałych biologów z Polski. Pomimo przeszło osiemdziesiątki nadal pracował i był zdumiewająco sprawny intelektualnie oraz fizycznie.
Z genialną precyzją kroił, szatkował i przecinał produkty zwracając uwagę na zabandażowane palce.
Nazywał się Sal Tzesong i był uczestnikiem wojny wietnamskiej, zatwardziałym i marudnym maruderem.
Naukowcy z podziwem obserwowali pracę mistrza, co chwila wymieniając uwagi między sobą. W pewnej chwili do uszu Sal Tzesonga dobiegła rozmowa badaczy, którą częściowo rozumiał, albowiem był także poliglotą. 
– Mariolka, mówię ci, to chwast, który należy wyplenić za wszelką cenę. 
– Przestań Włodek. Moja babcia była zielarką, więc pozwól, że się z tobą nie zgodzę. 
– To zwykła, sucha trawa, Mariolka. Chwast!
– Nieee, to perz! 
Sal Tzesong nastroszył uszy i z niepokojem spojrzał na garnek pełen ryżu, grzybów Moon i wodorostów. Jednym ruchem ręki przywołał pomocnika, Mao Meetu i nakazał sprowadzenie Gacka. Chłopak, na oko czternastoletni, raz dwa wybiegł z restauracji, by po kilku minutach wrócić z przysmakiem okolicznej ludności. Mistrz natychmiast wziął od chłopaka zwierzę i włożył do gotującego się wywaru, zanurzył mięsko pomagając sobie drewnianą łychą.
Nietoperz zakwilił żałośnie i znikł w odmętach wywaru.
Sal Tzesong oblizał suche usta wysuszonym językiem i poklepał się z radości po żebrach. Gulasz z nietoperza to prawdziwa uczta dla biedaków i turystów.


__
16.3.2020/5.2026

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pięć × 2 =