![]()
Raz w roku, przez kilkanaście dni, kwitnie duma matki. Kwiat,
który kochała bardziej niż własne dzieci.
Kwiat, do którego nie mogliśmy podchodzić, ani bawić się w pobliżu.
Starsze rodzeństwo miało zakaz zbierania płatków i obcinania łodyg.
Siedzimy na werandzie, pijemy wino i patrzymy na bawiące się dzieci.
W pewnym momencie kolorowa piłka uderza w krzew.
Zamarliśmy.
Równocześnie wstrzymaliśmy oddech, czekając na histeryczny krzyk, na ostrą dłoń przy twarzy.
Ale w pobliżu śpiewał tylko trznadel.
Wieczorem wykopałam peonię, świętą różę, matki i spaliłam.
Stałam nad dymiącymi resztkami rośliny ocierając łzy.
Następnego dnia rano zadzwoniłam do rodzeństwa. Śmialiśmy się skradzionym, dziecięcym śmiechem.
__
28.5 2026
Przerobiony wiersz na drabble z NStyl/12
https://zlamanepioro.ct8.pl/poezja-wspolczesna/odzyskany-smiech/