![]()
«Edycja 2026»
Poszłam z Krasnalem na zakupy. Już od sklepowego progu ciągnął mnie w kierunku półek ze słodyczami. Spojrzałam na niego i pogroziłam palcem. Jednak charakterny Krasnal nie daje sobie w kaszę dmuchać, i jak przystało na trzyletniego faceta podniósł rejwach o batona. Kasjerki badawczo mi się przyglądały, lustrując każdy gest względen malca.
Inni klienci także nie byli obojętni, bo trzy panie i dwóch panów poradziło, co należy w takich sytuacjach czynić.
Nie wytrzymałam. Otworzyłam twarz w celu prelekcji na temat cukrów prostych, złożonych oraz krasnalowej jeremiady. Paplałam, paplałam, gdy wtem zobaczyłam rozpropromienionego łysielca, przechadzającego się sklepowymi alejkami.
Ten spojrzał, po czym uraczył mnie szerokim uśmiechem — powiedzenie „szczerzyć zęby” akurat w tym przypadku było nietrafione.
Krasnal nadal wył, a ja stałam, jak ciele malowane, bowiem rozpromieniony łysielec zbliżył się do nas lewitująco, nachylił nad Krasnalem i szepnął mu coś do ucha.
Maluch wytrzeszczył w uśmiechu zębiska, a chwilę później wesolutko okrążał swoją matkę, czyli mnie.
«Ej, ale co się dzieje?» pomyślałam, «Krasnal przed chwilą wył, jakby go ze skóry obdzierali, a teraz wesolutko hasa?».
Bezwłosy skierował wzrok na mnie, ponownie demonstrując zdrowe dziąsła, po czym położył swoją dłoń na moim czole. Nie mogłam uwierzyć, że stoję pośrodku sklepu i pozwalam obcemu typowi dotykać swojego ciała!
Przymknęłam oczy, aby złapać oddech i ułożyć soczysty bluzg, ale ku własnemu zdziwieniu nie czułam złości, tylko aksamitną dobroć wpływającą wprost w moje mroczne serce…
Gdy otworzyłam oczy nikogo przy mnie nie było, oprócz Krasnala, który grzecznie odłożył batona na półkę, kasjerki zajęły się klientami, doradcy skupili się na zakupach, a ja poczułam, że fruwam ze szczęścia.
(260słów)
***
«Oryginał 2016»
Poszłam z Krasnalem po zakupy. Od sklepowego progu uparcie ciągnął mnie w kierunku półek ze słodyczami. Spojrzałam na niego grożąc palcem. Jednak charakterny Krasnal nie daje sobie w kaszę dmuchać, więc jak przystało na trzyletniego faceta podniósł rejwach o batona. Kasjerki badawczo mi się przyglądały, srogą miną lustrując każdy gest względem malca. Inni klienci też nie byli obojętni zwracając się do Krasnala. Nie wytrzymałam, otworzyłam gardziel w celu prelekcji na temat cukrów prostych i złożonych oraz co sądzę o jego jeremiadzie, gdy wtem zobaczyłam rozpromienionego łysielca przechadzającego się między sklepowymi alejkami. Łysy okularnik spojrzał po czym uraczył nas szerokim bezzębnym uśmiechem. Różowa tkanka wyłaniała się z zapadłej buzi, chcąc obwieścić światu swoją doskonałość, powiedzenie „szczerzyć zęby” akurat nie sprawdziła się w tym przypadku. Na panującą okoliczność stałam z otwartą paszczą trzymając Krasnala za rączkę, który wyjąc o batona nie zauważył sytuacji. Rozpromieniony łysielec zbliżał się do nas lewitującym krokiem po czym nachylił do Krasnala i szepnął mu coś do ucha. Maluch wytrzeszczył zębiska po czym śpiewającym gestem począł okrążać moją osobę ze śpiewem na usteczkach. Ale co się dzieje pomyślałam przed chwilą mały wył jakby głodne sępy rozszarpywały jego batonika a teraz sobie podśpiewuje i tańczy naokoło mnie, ej co jest grane? Łysielec skierował wzrok na mnie ponownie demonstrując swoje zdrowe dziąsła po czym położył swoją dłoń na moim czole nie wierzyłam, że stoję na środku sklepu z łysym facetem i pozwalam mu dotykać swojego czoła żeby chociaż się przedstawił. Bo jak można tak bezceremonialnie dotykać cudzego ciała? Przymknęłam oczy aby złapać oddech i ułożyć sobie soczysty bluzg ale ku swojemu własnemu
zdziwieniu nie czułam złości ale aksamitną dobroć wlewającą się wprost w moje czarne serce
__
8.6.2016/Edycja 01.2026
*Słowo 'Mahatman’ jest połączeniem dwóch sankryckich słów: Maha – wielki i Atman – dusza.
Sumaryczne znaczenie to: posiadający wielkiego dycha, wielkoduszny, szlachetny.
(Z zepsutego laptopa)