Poza kartą dań

Loading

Cherry Blossoms w tym roku były szczególnie hipnotyzujące. Ciężkie girlandy kwiatów zwiewnie tańczyły przy podmuchach powietrza. Chłonąłem każde poruszenie i wszystkie opadające płatki, które tworzyły delikatne różowe kobierce.
Robiliśmy masę zdjęć, łapiąc każdą niezapomnianą chwilę na później.

Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, jak typowi Europejczycy i było zachwycająco! Albo tylko tak mi się wydawało z powodu radości z wizyty dawno niewidzianych przyjaciół  i zaległego urlopu. A może przez świadomość, że to moje ostatnie Cherry Blossoms w tym mieście.
Trzyletni kontrakt w Seulu powoli dogasał i budziło to we mnie mieszane uczucia. Coś między «mam was w członku, a nie chcę stąd wyjeżdżać!»
Azjaci harówkę mają wpisaną w układ nerwowy, mogą zaliczać nadgodziny, wieczorem pójść z szefem na flachę, czyli hwesik, a następnego dnia rano rześko się uśmiechając zameldować na stanowisku pracy. Mnie już brakowało energii na pracę w systemie toxic work culture, a szczególnie na wymuszony, całodzienny uśmiech i ukłony.


Zmęczeni leniwie przechadzaliśmy się wzdłuż Cheonggyecheon, kiedy po raz kolejny zadźwięczał koreański WhatsApp – KakaoTalk.
Mój szef nie rozumiał pojęcia urlopu i work life balance. Jednak nie mogłem go dłużej ignorować, więc chcąc nie chcąc, na ostrym wnerwie, odczytałem wiadomość z grupy KaTok i szybko odpisałem.


– Czy oni nie wiedzą, że masz urlop? – zapytała zdumiona Olga.
– Wiedzą, ale wypada jeden inż Ai, a całe domino się rozpada – odpowiedziałem zrezygnowany. – Ej, słuchajcie, chodźmy już coś zjeść! Znam oryginalne miejsce, z ciekawym menu i wyjątkowym klimatem.
– Nareszcie – jęknął Tobi, na którym wisiała zmęczona Sylwia.
W dobrym nastroju ruszyliśmy na stację metra.


***


Restauracja Neon Seul, którą wybrałem, owiana była miejską legendą zważywszy, jakie persona tam goszczą – od celebrytów z czerwonych dywanów po VIPy z półświatka. Lokal znajdował się w podziemiach opuszczonego budynku w Gangnam, ukryty za drzwiami bez żadnego napisu czy szyldu. Neon Seul na pewno nie było dla każdego, ale bardzo chciałem zrobić wrażenie na ludziach, z którymi przyjaźniłem się od czasów liceum. Nie byłem stałym bywalcem tego miejsca, jednak zawsze chętnie brałem udział w proszonych eventach.


Po przekroczeniu progu, widziałem na ich twarzach narastające wahanie i miałem wątpliwości, czy to był dobry wybór.
– Rany, Daniel, gdzieś ty nas przyprowadził? – szepnęła Olga, nerwowo poprawiając szal.
– Stary, jaka czaderska miejscówa! –  pisnął z zachwytu małomówny Emil.
– Ależ tu… gęsto chłopie – mruknął Tobiasz, rozglądając się z nutą zachwytu i niepokoju.
– To Seul, o którym nie wspominają w przewodnikach – odparłem, czując wibracje telefonu, lecz tym razem olałem to na dobre.


Surowe wnętrze z punktowymi, neonowymi światłami, robiło wrażenie. Lokal podzielono na dostępne i niedostępne strefy dla specjalnych gości. W centralnym punkcie stało duże akwarium, podświetlone błękitnym neonem.
Wskazałem zarezerwowany, większy stolik na środku, by przyjaciele mogli swobodnie obejrzeć wystrój lokalu, na którym leżały tablety z albumem menu.
Po wstępnych ustaleniach wcisnąłem przycisk przywołujący kelnera, który pojawił się momentalnie i przyjął od nas zamówienie. Po chwili marmurowy blat uginał się pod pachnącymi banchan, sashimi z ryby, wołowiną Hanwoo, galbi i obowiązkowym soju.
Przyjaciele zamruczeli z zachwytu, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że Neon Seul był jednak strzałem w dziesiątkę!


Nagle metalowe drzwi zaskrzypiały i weszło kilku nienagannie ubranych, w dopasowanych czarnych koszulach, tuziemców. Przestrzeń wypełniona muzyką, stukającymi pałeczkami o miseczki i głośnymi rozmowami na przemian z salwami śmiechu w ułamku sekundy zastygła w grobowej ciszy. Głosy umilkły, neony przygasły, tylko akwarium zabulgotało.


Natychmiast pojawiły się dwie, usłużne ajummi, na co mężczyźni rzucili głośne – To, co zwykle! – i usiedli dwa stoliki dalej.
Najbliższe stoliki wokół zwinnie opustoszały.


Przyjaciele spojrzeli na mnie wyczekująco, jakbym znał wszystkich Koreańczyków osobiście, zwłaszcza z nie swojego świata. Patrzyliśmy zaskoczeni i ciekawi nowoprzybyłych, ale szybko stchórzyliśmy i zajęliśmy się sobą.
Zdążyliśmy przyjrzeć się tylko tym, którzy siedzieli frontem do nas.
Jeden z nich miał wytatuowanego węża, którego pysk wystawał ponad kontur szczęki. A drugi posiadał bliznę przez całą długość policzka.


Byli głośni i opryskliwi, a każdą próbę kontaktu z ciotkami ucinali krótkimi warknięciami.
Na czarnym, granitowym blacie wśród miseczek i talerzy leżały najnowsze modele Samsungów, zaś przeguby ich dłoni lśniły od błyszczących zegarków.
Ciotki ajummi uwijały się, jak w ukropie, by zadowolić VIPów, ponieważ inni kelnerzy omijali ich stolik, nawet nie patrząc na młodocianych mafiozów z jopok.
Słyszałem z ich stolika wzburzone «aish i ssibal», co oznaczało, że musieli być mocno wkurzeni. 


Chciałem stamtąd szybko wyjść, ale przyjaciele byli tak zafascynowani klimatem tego miejsca, że w kółko prosili o następne kilka minut i kolejny toast soju za spotkanie, więc co chwilę cicho mówiliśmy «Jian!/Na zdrowie!», żeby tylko nie zwracać na siebie uwagi.


Ajummi dowoziły jeszcze potrawy do stolika VIPów, gdy raptem jeden z nich wrzasnął:
– Ale ja tego nie zamawiałem! 
– Przepraszam, ale ona zamówiła pana – odpowiedziała kobieta,  ukłoniła się i pospiesznie odeszła. 


Leżące w srebrnej misie fioletowe macki, błyskawicznie owinęły się wokół twarzy chłopaka. 
Przerażeni zerwaliśmy się do ucieczki, pozostawiając na stoliku  różowe płatki Cherry Blossoms.
(780słów)


__
Słowniczek:
Cherry Blossoms = Sakura, czyli kwiaty wiśni
hwesik – południowokoreańska kultura (wręcz obowiązek) biesiadowania po pracy
Cheonggyecheon – strumień i popularna oaza rekreacyjna w samym centrum Seulu
Gangnam – najbogatsza dzielnica Seulu
jopok – południowokoreańska zorganizowana grupa przestępcza
aish – coś w rodzaju cholera
ssibal – kur.a
soju – najpopularniejszy alkohol
ajumma, czyli ciotka – kobieta w dojrzałym wieku

__

15-17.3.2026

LBnP w temacie: „Ale ja nie zamawiałem” czyli, co oczekiwaliśmy, a co dostaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pięć + 18 =